Mocno odstajemy od krajów zachodnich

    Krzysztof Nowak, dyrektor sprzedaży i główny doradca w firmie 3D Center

    Na Zachodzie rewolucja 4.0 jest faktem, a druk 3D jest jej integralną częścią. To, co u nas jest mrzonką, za zachodnią granicą staje się codziennością. W 2021 r. ponad 20% firm w Niemczech będzie produkowało za pomocą druku 3D, a 70% będzie korzystało z niego regularnie; w 2040 r. 50% światowej produkcji najprawdopodobniej będzie drukowane. To tylko niektóre dane szacunkowe z najnowszych raportów, które pokazują skalę zmian.

    Jeśli chodzi o realia polskie, okazuje się, że niestety mocno odstajemy od krajów zachodnich, chociażby w liczbie dużych urządzeń SLS czy drukujących w metalu. Blado wypadamy nie tylko w porównaniu do Niemiec, Skandynawii, Francji czy Wielkiej Brytanii, ale też do Włoch, Hiszpanii i innych krajów zachodnich.

    Na przykład firma HP rozpoczęła w grudniu 2016 r. dystrybucję swoich drukarek pracujących w nowatorskiej technologii MJF (Multi Jet Fusion), będącej konkurencją dla SLS; po ponad roku HP dzięki jakości, szybkości i cenie druku przejęła już 50% światowego rynku dużych urządzeń 3D drukujących z tworzyw sztucznych! Natomiast w Polsce poza modelem pokazowym nie ma jeszcze żadnej drukarki MJF.

    W Niemczech w technicznych szkołach średnich powstają klasy modelowania 3D, w których uczniowie uczą się nowego myślenia o produkcie, projektowaniu i możliwościach druku 3D, pracując na drukarkach za 300 tys. euro. U nas szkoły szukają urządzeń za 5 tys. zł dla majsterkowiczów. Drukarki 3D to narzędzia, ale żeby efektywnie z nich korzystać, trzeba wiedzieć jak – nie można projektować w tradycyjny sposób pod nowe rozwiązania, bo to nie przyniesie spodziewanych rezultatów.