Adam Kozubowicz, prezes zarządu w firmie get3D
W porównaniu ze światowym rynkiem druku 3D Polska wypada bardzo słabo. Rodzime firmy bardzo powoli adaptują nowoczesne rozwiązania, a jeśli już to robią, to popełniają przy tym wiele błędów. Zamiast przeanalizować swoje potrzeby i poszukać dostępnych rozwiązań, często inwestują w zupełnie nietrafiony sprzęt i materiały, kierując się głównie niskimi kosztami zakupu. Dopiero po pewnym czasie zauważają, że uzyskane efekty mają się nijak do tego, co chcieli uzyskać ? a to w konsekwencji powoduje zniechęcenie do technologii druku 3D jako takiej. Zapominają o tym, że sama drukarka 3D to ?tylko? narzędzie, za pomocą którego możemy uzyskać konkretne produkty i rozwiązania. A jeśli narzędzie jest kiepskie, to i uzyskane produkty raczej wysokiej klasy nie będą.
Konkurencja za to jest bardzo duża. Polska jest wyjątkowym krajem na mapie światowego druku 3D ? nigdzie na świecie nie ma tylu lokalnych producentów drukarek 3D i filamentów, co w naszym kraju. Z jednej strony pokazuje to, że jako naród jesteśmy bardzo kreatywni, z drugiej zaś, niestety, przypomina trochę pospolite ruszenie pod hasłem ?Druk 3D? My zrobimy to lepiej?. Niestety, historia pokazuje, że takie podejście na dłuższą metę nie jest najlepszym pomysłem.
Głównym czynnikiem hamującym rozwój rynku druku 3D jest stosunkowo niska świadomość i brak wiedzy na temat technologii i jej zastosowań. W połączeniu z zalewem bardzo taniego sprzętu z Chin efekt jest taki, że drukarkę 3D można już kupić w przysłowiowym ?warzywniaku?, a ich najczęściej bardzo niska jakość i możliwości prowadzą do zupełnie fałszywych wniosków, że druk 3D nie nadaje się do profesjonalnych zastosowań.
Na szczęście jednak obserwujemy powolny wzrost zainteresowania zakładów przemysłowych drukiem 3D, spowodowany głównie wzrostem ogólnej wiedzy na ten temat i stopniową wymianą kadr ? młodzi inżynierowie nie boją się nowości. Niemniej nadal nie jest to poziom nawet porównywalny z innymi krajami UE.


















































