Krzysztof Kamiński, prezes zarządu firmy ALNEA
Polski rynek robotyki przemysłowej, oprócz skali, nie różni się w zasadzie niczym od rynków państw wysoko rozwiniętych. Dostępne mamy te same rozwiązania, które funkcjonują w fabrykach na Zachodzie, a sposoby użycia robotów są wręcz rewolucyjne i znacznie wyprzedzają w pewnych obszarach rozwiązania z innych państw. Oczywiście jeżeli spojrzymy na skalę robotyzacji przemysłu wyrażoną w liczbie robotów na 10 tys. osób pracujących w przemyśle, to bliżej nam do krajów Trzeciego Świata niż sąsiadów ze wschodniej Europy. I pod tym względem musimy mocno nadrabiać przepaść, która dzieli nas np. od Niemiec. Powinniśmy w tych działaniach brać przykład z Chin, gdzie planuje się integrować co najmniej 100 tys. robotów rocznie.
Polski rynek, liczony procentowo rok do roku, rozwija się w dobrym tempie, ale już liczony wartościowo, w odniesieniu np. do rynku chińskiego, w zasadzie stoi w miejscu. Rocznie w Polsce integruje się ok. 1 tys. robotów, podczas gdy w Chinach ? ok. 60 tys. Przepaść jest ogromna, a przecież Chiny do niedawna były traktowane jako kraj mający olbrzymie zasoby pracownicze, zatem mogłoby się wydawać, że robotyzacja nie powinna tam mieć miejsca. A jednak? Polska, jako kraj równie mało zrobotyzowany, powinna podążyć tą samą ścieżką. Można powiedzieć, że potencjał jest olbrzymi, ale wciąż niewykorzystany.


















































