Dobry inżynier to miękki inżynier

    Czasy, w których solidna wiedza inżynierska zapewniała podjęcie dobrej pracy odchodzą do lamusa – przekonują specjaliści od zatrudnienia. Nie wystarczy wiedza konstruktorska, umiejętność rozwiązywania problemów technicznych czy zmysł do projektowania. Trzeba jeszcze umieć być… miękkim. Otóż według psychologów ludzie o tzw. miękkich umiejętnościach to – uwaga! – prawdziwi twardziele. Tacy, którzy poradzą sobie w każdych okolicznościach. Szybkie i zaskakujące zmiany w projekcie? Da się zrobić. Mam genialny pomysł, ale wiem, że szef może nie być zachwycony? Trudno, czasem trzeba podjąć ryzyko w słusznej sprawie. Nowy członek w zespole, który odstaje od reszty? Żaden problem – dogadamy się. „Miękki” jest twardy. Dobrze radzi sobie ze stresem. Świetnie dogaduje się z ludźmi. I to nie tylko z tymi, którzy kibicują tej samej drużynie piłkarskiej.

    Wystarczy? Mnie też już zakręciło się w głowie. Ale nie mam złudzeń. Rosnące tempo rozwoju przemysłu powoduje, że pracodawcy szukają osób, które będą w stanie nadążyć za zmianami. Rynek żąda od dostawców coraz szybszych odpowiedzi na potrzeby klientów. Aby temu sprostać opracowano koncepcję Elastycznej Automatyzacji Wytwarzania (czytaj w dziale Akademia Robotechu na str. 78). To jednak nie wystarczy. Elastyczne mają być nie tylko maszyny i linie produkcyjne, ale także ludzie.

    Tymczasem w powszechnej opinii inżynierowie mają mniej „miękkich umiejętności” niż, dajmy na to, absolwenci kierunków menedżerskich. Z danych statystycznych wynika, że większość studentów uczelni biznesowych uważa się za osoby kreatywne, odporne na stres i umiejętnie współpracujące w zespole. Najsłabszą w tym względzie samoocenę mają osoby uczęszczające do politechnik. Nie zgadzają się z tym pracodawcy, którzy nie mają złudzeń co do tego, że często studenci marketingu i zarządzania zawyżają własną samoocenę w zakresie „miękkich umiejętności”. Ich zdaniem prawda szybko wychodzi na jaw podczas rozmów kwalifikacyjnych. A zatem niska samoocena studentów politechnik może być równie dobrze uczciwym podejściem do siebie i swoich możliwości. Tak czy inaczej, inżynierowie, którzy chcą sprostać wyzwaniom rynku pracy w nadchodzących latach, muszą przygotować coś więcej niż świetny dyplom. Pracodawca podda ich testom, które mają odpowiedzieć na pytanie o zdolności komunikacyjne, determinację w dążeniu do celów czy samodzielność.

    Zapewne wielu starszych inżynierów jest poirytowanych zmianami na rynku i nazwą je – nie bez słuszności – szaleństwem. Niektórzy już teraz odchodzą z dotychczasowych stanowisk wygryzieni przez „młode wilki”. Doświadczony inżynier, bohater artykułu „Inżynier z miękkimi umiejętnościami” (Gazeta Wyborcza) opowiada, że nie mógł znaleźć wspólnego języka z młodymi współpracownikami, a jednocześnie z zazdrością patrzył, jak zapisują się na kolejne kursy zarządzania czy inteligencji emocjonalnej. Takie życie. Dlatego przyszłym inżynierom warto polecić, żeby już na studiach angażowali się w zajęcia pozauczelniane. Dobrym pomysłem jest na przykład działalność w organizacjach pozarządowych.

    Tomasz Gołębiowski
    redaktor naczelny

    tg@controlengpolska.com