Produkcja wzrosła o 11,3 proc.

23 grudzień 2004 r.

Umacnianie złotego i słabsze wyniki gospodarki w trzecim kwartale sprawiły, że analitycy z napięciem czekali na informacje, jak radził sobie przemysł w listopadzie. Gdy w piątek po południu GUS opublikował dane – odetchnęli. Wyniki spełniły oczekiwania największych optymistów – produkcja sprzedana przemysłu zwiększyła się o 11,3 proc. w skali roku. Średnia prognoz rynkowych oscylowała wokół 9 proc., miesiąc wcześniej było to 3,5 proc.

Choć rynek krajowy zaczyna powoli ożywać, to jednak wciąż motorem napędowym przemysłu jest eksport. Najsilniej rośnie produkcja w działach, które dużo sprzedają na rynki zagraniczne: pojazdów mechanicznych, przyczep i naczep – o 34,1 proc., instrumentów medycznych, precyzyjnych i optycznych – o 17,7 proc., maszyn i urządzeń – o 17,3 proc., wyrobów chemicznych – o 16,2 proc., wyrobów z metali – o 16,2 proc.

Ekonomistów najbardziej cieszy, że nasz eksport na razie okazał się niewrażliwy na umacnianie się złotego. – Jeśli uwzględnić czynniki sezonowe, m.in. różnicę w liczbie dni roboczych, to okaże się, że od pół roku tempo wzrostu w przemyśle jest na stabilnym poziomie około 9 proc.
Ciągle jednak piętą achillesową naszej gospodarki pozostają inwestycje. Informacje z budownictwa nie dają nadziei na przełom – wzrost sprzedaży w sektorze wyniósł w listopadzie 4,3 proc., jednak po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych wciąż mamy do czynienia ze spadkiem. Analitycy twierdzą jednak, że inwestycje w naszej gospodarce są odraczane m.in. z powodu oczekiwania na środki z UE. – W przyszłym roku wzrost produkcji budowlanej będzie dwucyfrowy. M.in. na inwestycje w infrastrukturę będą przeznaczane grube miliardy złotych – mówi Bielski. – I to od tego, w jakim tempie będą rosły inwestycje, zależeć będzie nasz przyszłoroczny wzrost gospodarczy. Pamiętać trzeba, że początek roku może być trudny, bo będziemy się porównywać z wyjątkowo wysokimi danymi z tego roku – dorzuca Zuber.