Jak osiągnąć sukces w automatyce – radzi założyciel i „ojciec” LabVIEW

W ramach tradycyjnego spotkania przedstawicieli firmy National Instruments z dystrybutorami, klientami i dzien-nikarzami z całego świata – NIWEEK 2007 – redaktorzy Control Engineering Polska i Control Engineering Czechy mieli możliwość przeprowadzenia osobistego wywiadu z jednym z założycieli firmy National Instruments i tzw. ojcem LabVIEW – Jeffem Kodosky.

Staramy się jak najszybciej wyprodukować prototyp, który przekazujemy do oceny specjalistom, wykorzystującym produkt w praktyce i uzyskać od nich jak najwięcej informacji o jego silnych i słabych stronach – Jeff Kodosky, jeden z założycieli LabVIEW

Jeff Kodosky opracował ideę graficznego środowiska programowania wykorzystanego w pakiecie LabVIEW oraz koncepcję wirtualnych urządzeń pomiarowych i automatyki, ułatwiającą tworzenie i testowanie systemów sterowania i pomiarów. Jest on członkiem stowarzyszenia Association for Computing Machinery oraz Instytutu Inżynierów Elektryków i Elektroników (IEEE).

Skróconą wersję tamtej rozmowy prezentujemy naszym czytelnikom.

H. T., M. K.: W jaki sposób firmie National Instruments udaje się być ciągle na bieżąco z najnowszymi technologiami?

Jeff Kodosky: Myślę, że po prostu atmosfera panująca w firmie wywołuje u naszych współpracowników entuzjazm dla najnowszych technologii i budzi w nich również ciekawość, niezbędną do nieustannego poszukiwania nowych rozwiązań. Od samego początku staramy się otaczać współpracownikami – inżynierami, programistami i naukowcami, którzy również kierują się taką filozofią. Nasza firma co roku zatrudnia wielu młodych ludzi tuż po studiach. To właśnie ci młodzi ludzie korzystają z nowości technologicznych. Ich ciekawość, entuzjazm dla najnowszych technologii i pragnienie odkrycia czegoś nowego jest właściwym czynnikiem, pozwalającym firmie National Instruments osiągać kolejne cele.

H. T., M. K.: Jakie są podstawowe kryteria, które powodują, że produkt z dziedziny automatyzacji odnosi sukces?

J. K.: To oczywiście trudne pytanie i nie ma na nie również prostej odpowiedzi. Problem polega na tym, że nigdy nie dysponujemy wystarczającą ilością informacji. Za każdym razem trochę przypomina to ruletkę. W trakcie prac nad nowym produktem zawsze istnieje kilka rozwiązań i nie ma możliwości wypróbowania ich wszystkich. Musimy po prostu postawić na któreś z nich i iść dalej. W tej fazie niezwykle ważne są wrażenia i spostrzeżenia przyszłych użytkowników.

Staramy się jak najszybciej wyprodukować prototyp, który przekazujemy do oceny specjalistom, wykorzystującym produkt w praktyce i uzyskać od nich jak najwięcej informacji o jego silnych i słabych stronach. Tacy ludzie potrafią często spojrzeć na nasz prototyp z całkiem innej strony niż nasi projektanci. Mając możliwość zapoznania się z uwagami specjalistów w chwili, kiedy wszystko znajduje się jeszcze w fazie prototypu, możemy uzyskać produkt odnoszący sukces znacznie szybciej.

H. T., M. K.: Kiedy firma pracuje nad stworzeniem całkiem nowego produktu lub udoskonala już istniejący (na przykład LabVIEW 8.2, LabVIEW 8.5), jaki jest stosunek pomiędzy inspiracją spostrzeżeniami użytkowników a wizjonerstwem inżynierów-projektantów National Instruments?

J. K.: Nie da się dokładnie określić, w jakim stopniu uwagi i spostrzeżenia naszych klientów przyczyniają się do rozwoju nowych produktów, bez wątpienia jednak ich wkład jest bardzo istotny i to z kilku różnych powodów. Z jednej strony są to ich doświadczenia z naszymi produktami wykorzystywanymi w praktyce. Nasi klienci są ludźmi kreatywnymi i jeśli w oferowanych przez nas produktach nie znajdują rozwiązań odpowiednich dla wykorzystywanych przez nich aplikacji, zaczynają rozglądać się za innymi produktami. Jeżeli są skłonni podzielić się z nami swoimi doświadczeniami, stanowi to rodzaj pośredniej inspiracji dla nas i naszych projektantów, wskazującej, w jakim kierunku powinny zmierzać nasze wysiłki.

Oprócz tego są też liczne spotkania i dyskusje na NI Week w Austin czy NI Days, organizowanych regionalnie na całym świecie. Rozmawiamy tam z naszymi klientami nie tylko o ich projektach i doświadczeniach, ale i o tym, co nowego przygotowujemy, a także słuchamy ich poglądów i spostrzeżeń. Podczas takich spotkań często dochodzi do swojego rodzaju przebłysków – nagłych pomysłów, których wdrożenie w praktyce jest czasami kwestią tygodni. Za przykład może posłużyć program State Diagram Editor, do powstania którego przyczyniła się ogólna dyskusja o wzornictwie przemysłowym, prowadzona około 5 lat temu z naszymi szwedzkimi klientami.

H. T., M. K.: Co doradziłby Pan młodym inżynierom stojącym u progu swojej kariery i pragnącym osiągnąć sukces w swoim zawodzie?

J. K.: Myślę, że to przede wszystkim kwestia wrodzonej ciekawości, chęci do nauki nowych rzeczy i ciągłego wymyślania nowych rozwiązań, poszukiwania pomysłów, innowacji… Ważne jest również to, by młodzi ludzie studiujący na wyższych uczelniach nie starali się zbyt szybko specjalizować. Oczywiście dobrze jest być specjalistą w danej dziedzinie, równie ważna jest jednak solidna wiedza z zakresu elektroniki, mechatroniki czy biologii – dziedzin, które coraz częściej dochodzą do głosu w rozwiązaniach praktycznych.

H. T., M. K.: Istnieje pewna sprzeczności pomiędzy pańskimi słowami a sposobem, w jaki młodzi Amerykanie podchodzą dziś do swojej pracy. W porównaniu z Europejczykami w znacznie większym stopniu poświęcają się wyłącznie swojej wąskiej specjalizacji…

J. K.: W dużym stopniu zależy to od ich pracodawcy i typu firmy. Oczywiście jest bardzo prosto zatrudnić ludzi do wykonywania całkowicie konkretnych i ściśle zdefiniowanych zadań, którzy z dużym prawdopodobieństwem niczego nie zepsują. Jest to jednak w dzisiejszych czasach bardzo krótkowzroczna koncepcja. Myślę, że National Instruments stanowi całkowite przeciwieństwo tego trendu. Chętnie widzimy u naszych współpracowników szerokie spektrum zainteresowań. Nie szukamy uniformizacji, wąskiej specjalizacji, wręcz przeciwnie – poszukujemy indywidualności i wizjonerów.

Ważna jest też kwestia podziału ról w zespole. Pozwalamy ludziom robić to, w czym są naprawdę dobrzy i dajemy im szansę wymyślania nowych rzeczy. Jesteśmy firmą dostatecznie dużą na to, by umożliwić ludziom iść w ramach swoich obowiązków w kierunku, który ich interesuje. To oczywiście zawsze trochę ryzykowna droga, ale zarazem jedyna, która pozwala pozyskać i utrzymać najlepszych i przeżyć w błyskawicznie zmieniającym się środowisku.

Dziękujemy za rozmowę.

 

ce