Klasyczne podejście do bezpieczeństwa, bazujące na precyzyjnie wyznaczonej granicy firmowej sieci, przestało działać. Dane i użytkownicy funkcjonują dziś w środowiskach rozproszonych, a ataki coraz rzadziej polegają na prostym włamaniu się do systemów IT przedsiębiorstwa. Dominują przejęcia tożsamości, nadużycia uprawnień, ruch boczny między środowiskami infrastruktury IT oraz ataki wykorzystujące legalne narzędzia i usługi chmurowe. Z danych Fortinet[1] wynika, że 88% przedsiębiorstw na świecie działa dziś w środowiskach hybrydowych lub multi-cloud, a 81% korzysta jednocześnie z co najmniej dwóch dostawców chmurowych, co znacząco zwiększa złożoność zarządzania bezpieczeństwem. Dlatego jednym z kluczowych zagadnień na 2026 r. jest weryfikacja stanu bezpieczeństwa firmowych środowisk chmurowych oraz wzmacnianie go.
Rosnąca liczba środowisk IT przekłada się bezpośrednio na problemy operacyjne – 66% firm przyznaje, że nie ma dziś pewności, czy potrafi wykrywać i reagować na zagrożenia w chmurze w czasie rzeczywistym. Im bardziej rozproszona infrastruktura IT, tym większa powierzchnia ataku. Duże przedsiębiorstwa korzystają jednocześnie z własnych centrów danych, usług w kilku chmurach publicznych, aplikacji SaaS oraz tysięcy urządzeń końcowych. Dla cyberprzestępców jest to środowisko idealne – mniej jednorodne, trudniejsze do monitorowania i często zarządzane punktowo, a nie całościowo.
Problem pogłębia presja operacyjna po stronie działów IT i bezpieczeństwa. Zespoły są przeciążone, a rynek ekspertów specjalizujących się w cyfrowej ochronie od lat pozostaje rynkiem pracownika. W skali globalnej luka kompetencyjna w obszarze cyberbezpieczeństwa przekracza już 4,7 mln specjalistów[2]. W wielu firmach te same osoby odpowiadają za infrastrukturę lokalną, usługi chmurowe, sieć, urządzenia końcowe i reagowanie na incydenty. W efekcie zarządzanie bezpieczeństwem odbywa się w trybie reaktywnym. Narzędzia są wdrażane punktowo, często bez spójnej architektury, a czas potrzebny na analizę zdarzeń i podejmowanie decyzji wydłuża się. W takim modelu trudno mówić o realnym redukowaniu ryzyka – nawet jeśli budżety na bezpieczeństwo formalnie rosną.
Chmura jako wsparcie tradycyjnej architektury
Wbrew obiegowym opiniom, korzystanie z usług chmurowych nie musi oznaczać utraty kontroli nad bezpieczeństwem. Wręcz przeciwnie – może stać się jego wzmocnieniem, o ile środowisko to jest traktowane jako uzupełnienie lokalnej infrastruktury, a nie jej bezrefleksyjny zamiennik.
Dostawcy chmurowi inwestują ogromne środki w dostępność, odporność i bezpieczeństwo swoich platform. Dla pojedynczej firmy odtworzenie podobnego poziomu skalowalności, globalnego zasięgu czy redundancji byłoby nieosiągalne ekonomicznie. Kluczowe jest jednak właściwe podzielenie odpowiedzialności: chmura zabezpiecza fundament, ale to po stronie użytkującego to środowisko przedsiębiorstwa pozostaje kontrola dostępu, reguł polityki bezpieczeństwa i widzialność ruchu.
Dla większości średnich i dużych przedsiębiorstw najbardziej racjonalnym podejściem pozostaje model hybrydowy. Krytyczne systemy i dane mogą być przetwarzane w infrastrukturze lokalnej, natomiast chmura przejmuje rolę elastycznej warstwy usługowej – także w obszarze bezpieczeństwa. Takie podejście pozwala firmom skalować ochronę wraz z rozwojem biznesu, bez konieczności ciągłej rozbudowy własnej infrastruktury zabezpieczeń. Co istotne, umożliwia też centralizację polityk bezpieczeństwa dla użytkowników i aplikacji, niezależnie od tego, gdzie fizycznie się znajdują.
Obawy przedsiębiorców: dane, kontrola, zgodność
Pomimo powszechnej świadomości dotyczącej zalet środowisk chmurowych, wciąż pozostają silne obawy związane z ich bezpieczeństwem. Najczęściej dotyczą trzech obszarów: ochrony danych, utraty kontroli oraz braku zgodności z regulacjami. Zarządy firm boją się, że dane „opuszczą” infrastrukturę przedsiębiorstwa, ruch sieciowy stanie się niewidoczny, a odpowiedzialność w razie incydentu – niejasna.
W praktyce wiele z tych obaw wynika z mitów, które narosły wokół chmury. Jednym z nich jest przekonanie, że dane w chmurze są z definicji mniej bezpieczne niż przetwarzane lokalnie. Innym, że chmura oznacza jeden wspólny model bezpieczeństwa dla wszystkich klientów, bez możliwości dostosowania do specyfiki biznesu.
Kluczem do zapewnienia bezpieczeństwa jest architektura bazująca na metodologii Zero Trust, spójnych regułach polityki i pełnej inspekcji ruchu. Dane mogą być szyfrowane, dostęp precyzyjnie kontrolowany, a inspekcja ruchu realizowana bliżej użytkownika i aplikacji, zamiast w jednym centralnym punkcie. W tym kontekście coraz większe znaczenie zyskują rozwiązania typu SASE (Secure Access Service Edge), które łączą funkcje sieciowe i bezpieczeństwa w modelu chmurowym. Ich idea polega na tym, aby komunikacja użytkownika odbywała się z najbliższym punktem dostępowym, gdzie ruch jest weryfikowany, filtrowany i zabezpieczany zgodnie z firmową polityką bezpieczeństwa.
– Warto podkreślić, że przejście na model bazujący na rozwiązaniu SASE nie oznacza przekazania odpowiedzialności za bezpieczeństwo dostawcy usługi, lecz zmianę sposobu, w jaki realizowane są mechanizmy ochrony – tłumaczy Grzegorz Gondek, Business Development Manager w firmie Fortinet. – Firmowi administratorzy nadal definiują reguły, poziomy dostępu i wymagania zgodności, ale korzystają z chmury jako „nośnika” tych mechanizmów. To istotna różnica, szczególnie w kontekście regulacji i audytów. Przejrzystość polityk bezpieczeństwa, centralne logowanie i możliwość raportowania stają się łatwiejsze do osiągnięcia niż w rozproszonym, lokalnym środowisku. Dodatkowo szczególnie wrażliwy ruch w dalszym ciągu automatycznie może być wysyłany bezpośrednio między użytkownikiem a Centrum Danych.
Punkty obecności SASE – na świecie i w Polsce
Równolegle rosnąca presja regulacyjna oraz niepewność geopolityczna sprawiają, że coraz większego znaczenia nabiera to, gdzie przetwarzane są dane oraz w jaki sposób egzekwowane są mechanizmy ochrony. Jedną z odpowiedzi na rosnącą złożoność zarządzania bezpieczeństwem w środowiskach rozproszonych jest model SASE bazujący na globalnie rozproszonych punktach obecności. W przypadku Fortinet są to węzły SASE Points-of-Presence, które pełnią rolę bramy bezpieczeństwa między użytkownikami a zasobami – niezależnie od tego, czy znajdują się one w chmurze, lokalnym centrum danych czy w aplikacji SaaS. Zamiast kierować cały ruch do centralnej siedziby, firma może korzystać z najbliższego logicznie i geograficznie punktu. W takim modelu skracana jest ścieżka dostępu, zmniejszane są opóźnienia w transmisji, a jednocześnie możliwe jest prowadzenie spójnej inspekcji ruchu. Z perspektywy biznesu oznacza to większy komfort pracy użytkowników przy zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa.
Największą wartością SASE PoP nie jest samo rozwiązanie techniczne, lecz uproszczenie działalności operacyjnej. Reguły polityki bezpieczeństwa definiowane są centralnie, a ich egzekwowanie odbywa się automatycznie w chmurze. Dzięki temu administratorzy IT w poszczególnych oddziałach przedsiębiorstwa nie muszą utrzymywać i aktualizować wielu punktowych rozwiązań, ani ręcznie reagować na każdą zmianę w modelu pracy.
Dodatkowo, globalna skala takich punktów pozwala firmom bezpiecznie obsługiwać oddziały, partnerów i pracowników zdalnych – bez konieczności budowy lokalnej infrastruktury zabezpieczeń w każdej lokalizacji. Na świecie działa ponad 100 punktów SASE PoP, a w listopadzie 2025 r. uruchomiony został także w Polsce.
Bezpieczeństwo jako element strategii biznesowej
Bezpieczeństwo nie powinno być traktowane jako element po stronie kosztów, czy jako hamulec innowacyjności. Jest niezbędne do zmniejszenia ryzyka biznesowego i zapewnienia ciągłości operacyjnej. Wdrożenie w firmie usług chmurowych, komplementujących posiadaną infrastrukturę, pokazuje, że odpowiednio zaprojektowane środowisko może znacząco przyspieszyć rozwój, umożliwić skalowanie działalności oraz zapewnić bezpieczną współpracę z otoczeniem.
– Po pierwsze, bezpieczeństwo chmury nie jest projektem jednorazowym, lecz procesem. Wraz z rosnącym wykorzystaniem usług chmurowych musi ewoluować architektura ochrony. Po drugie, kluczowa jest spójność – punktowe narzędzia nie rozwiążą problemu w środowisku hybrydowym. Po trzecie, warto patrzeć na bezpieczeństwo przez pryzmat użytkownika i aplikacji, a nie lokalizacji zasobów. Aplikacje i użytkownicy nie mają jednego miejsca, więc ochrona powinna być egzekwowana jak najbliżej w modelu rozproszonym – podkreśla Grzegorz Gondek.
Rozwiązania, takie jak SASE wpisują się w tę logikę: nie zastępują wszystkiego, co firma już posiada, lecz porządkują, uzupełniają i wzmacniają całość. W świecie, w którym cyfryzacja i zagrożenia rosną równolegle, takie podejście może okazać się jednym z kluczowych elementów strategii bezpieczeństwa na najbliższe lata.
[1] Raport Fortinet: 2026 Cloud Security Report. Closing the Cloud Complexity Gap
[2] Raport ISC2: Global Cybersecurity Workforce Prepares for an AI-Driven World, 2024



















































