Ekologia versus praca

    Ekologia jest modna. Również w podatkach. Szkoda, że czasem zgubna dla gospodarki, jak planowany nowy, „ekologiczny” podatek od zakupu samochodów. W zamyśle ustawodawców ma  wpłynąć na wzrost sprzedaży nowych aut. Ku rzekomej radości polskich zakładów motoryzacyjnych, w których powstają Fiaty, Ople i Volkswageny. Pomysł jest prosty: każdy, kto kupi nowy samochód, zapłaci relatywnie mniejszy podatek niż frajer, którego stać jedynie na 12-letniego „trupa” z Niemiec. A ponieważ nikt nie lubi być frajerem, to – jak sądzą rządzący – Polacy zaczną masowo kupować nowe samochody. A wtedy produkcja ruszy pełną parą, na trzy zmiany i wszyscybędą szczęśliwi. Tyle marzenia. A rzeczywistość? Jak zwykle: skrzeczy. 
    Skąd ta irytacja podatkiem „ekologicznym”? Już tłumaczę: raz, bo nie lubię płacić podatków. Dwa: bo odbierze to pracę automatykom. A przynajmniej tym, którzy nie pracują w motoryzacji, a – dajmy na to – w zakładach produkujących telewizory, lodówki i inne tego rodzaju dobra konsumpcyjne. Stanie się tak z prostego powodu: załóżmy, że mamy styczeń 2010 roku. Kowalski i Nowak postanowili kupić samochód. Obaj nie dysponują przesadnie dużą gotówką, więc szukają jak najtańszej opcji.
    Kowalski postanawia, że trudno, na nowy samochód go nie stać, więc kupi coś starszego i zapłaci większy podatek.Najwyżej nie wymieni telewizora, o co od kilku miesięcy proszą go synowie, którzy chcą oglądać wyczyny Ronaldo na ekranie o przekątnej 40 cali. Szerszego okna na Ligę Mistrzów jednak nie będzie, bo Kowalski wybrał 15-letniego Passata za 7,5 tys. zł, za którego musiał zapłacić (według założeń z kwietnia tego roku) ponad 4,8 tys. zł nowego podatku. W sumie koszt zakupu rośnie o ponad 60%! Trzeba więc zacisnąć pasa i bliżej przysunąć do ekranu. 
    Z tego właśnie względu Nowak zdecydował, że kupuje jednak nowy samochód, który to zakup jest przez państwo premiowany niższym podatkiem „ekologicznym”. W eleganckim salonie nabył więc – oczywiście na raty – nową Skodę Fabię w cenie 50 000 zł. Podatek do zapłacenia wyniósł jedynie 1,2 tys. zł. Synowie Nowaka podskoczyli z radości pod sufit. „Będzie nowy telewizor, bo tata zaoszczędził na podatku!” – krzyczeli jeden przez drugiego z satysfakcją patrząc na zasmuconych potomków Kowalskiego. Niestety, Nowak szybko przywrócił swoje latorośle do porządku tłumacząc, że nie tylko nowego telewizora nie będzie, ale trzeba będzie zrezygnować z kieszonkowego, nowego dysku w komputerze i stylowych spodni w najnowszym fasonie. I to co najmniej na pięć lat, bo tyle czasu do banku będzie co miesiąc trafiać kolejna rata za nową „skodziankę”.  
    Jeśli ktoś dalej uważa, że napędzanie produkcji tego typu regulacjami ma sens, to powinien raz jeszcze to przemyśleć. Nawet jeśli „pomożemy” motoryzacji, to jednocześnie pogrążymy inne sektory rynku. Pieniądze bowiem, jak na razie, na drzewach nie rosną i jak będziemy musieli więcej wydać na podatki lub raty, to będziemy musieli zaoszczędzić na czym innym. Przy czym, jak sądzę, nie na jedzeniu. Tym bardziej, że sezon grillowy właśnie ruszył. Smacznego! 
     
    Tomasz Gołębiowski
    redaktor naczelny tg@controlengpolska.com