Ucieczka do przodu

    Kiedy byłem małym chłopcem, usłyszałem od ojca, że wicher łamie słabe drzewa, natomiast silne głaszcze. Postanowiłem więc sobie – tak, jak wielu moich kolegów po rozmowach z własnymi ojcami –  że będę silny. Niedługo potem zaczęły przychodzić pierwsze życiowe porażki, po których biegłem z płaczem do domu. Dość szybko uznałem, że pewnie urodziłem się jako słabiak i muszę pogodzić się z przeznaczeniem. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że prawdziwa siła nie bierze się z postanowienia i trzeba na nią solidnie zapracować. Przy czym trudności i porażki są nieodzownym elementem tego procesu.
    Bardzo ładnie obrazujeto przeprowadzona kiedyś symulacja kolonizacji Księżyca. W jednej z faz dokonano sztucznego zalesienia Srebrnego Globu. Drzewa urosły do całkiem solidnych rozmiarów, ale padały pod byle dotknięciem. Brak wiatrów i grawitacja wielokrotnie słabsza od ziemskiej spowodowały, że drzewa nie wykształciły silnych korzeni. W efekcie niewielki nacisk kończył się upadkiem roślin, które w normalnym (czytaj:  trudnym) środowisku są symbolem potęgi i niezłomności.
    W tym wypadku symulacja pokazała pewną prawdę życiową, która daje o sobie znać w warunkach kryzysu lub – jak kto woli – spowolnienia gospodarczego. Wraz z doniesieniami GUS na temat spadającej produkcji przemysłowej, pojawiają się pytania o kondycję dostawców automatyki. I choć pozornie sytuacja w przemyśle jest wyjątkowa niesprzyjająca, to sami zainteresowani ze spokojem patrzą w przyszłość. Twierdzą, że czas kryzysu to… szansa dla firm, które działają na rynku automatyki i sterowania. Od naszych rozmówców usłyszeliśmy, że: „w przemyśle inwestycje mające na celu poprawę wydajności, jakości czy obniżenie kosztów produkcji nie mogą zostać całkowicie wstrzymane” lub: „w tej chwili managerowie zdają się więcej uwagi poświęcać redukcji kosztów, optymalizacji wydajności i wreszcie automatyzacji produkcji”, jak również: „przemysł powróci na ścieżkę wzrostu za rok lub dwa – tyle czasu mają nasi klienci na przemyślenie strategii oraz inwestycje w nowe rozwiązania, które zwiększą ich wydajność w przyszłości”. Innymi słowy: kto się nie ugnie i zapuści korzenie, przetrwa.    
    Powyższe wypowiedzi można oczywiście traktować w kategoriach myślenia życzeniowego. Niemniej coś w tym jest, bo wzrost inwestycji w automatyzację zapowiadają także inżynierowie z zakładów produkcyjnych. Tak wynika między innymi z danych uzyskanych w czasie prac nad raportem o robotach przemysłowych czy też styczniowej sondy umieszczonej na portalu www.controlengpolska.com.  Wiele firm sporo zarobiło na kilku ostatnich, dość tłustych latach. A zatem brak środków finansowych na inwestycje raczej nie byłby tu przeszkodą. Pytanie, przed jakim stoją szefowie małych i dużych fabryk brzmi: ograniczyć działalność, ciąć koszty, gdzie się da i jakoś przeczekać gospodarczą zawieruchę czy zastosować wariant „ucieczki do przodu”, to znaczy zainwestować w automatyzację środków produkcji licząc, że zwrócą się z okładem w lepszych czasach. Oczywiście odpowiedź zależy od wielu czynników i w każdym konkretnym przypadku wymaga dokładnej analizy zysków i strat.  
    Korzystając z okazji, szefom produkcji dedykuję na cały 2009 rok taki oto fragment niedawnego przemówienia Baracka Obamy: "nie ma wątpliwości, że nasza droga będzie długa, ale nigdy też nie zapomnijcie, że prawdziwa siła naszego narodu nie bierze się z czasów komfortu, ale właśnie z tego co robimy, gdy czasy są ciężkie". W polskiej wersji motto brzmiałoby: przeżyliśmy potop szwedzki, przeżyjemy i… każdy inny.   
    Tomasz Gołębiowski
    redaktor naczelny
    tg@controlengpolska.com