Ryba psuje się od głowy

    Przyzwyczailiśmy się uważać, że w życiu karty rozdaje silniejszy, a słabszy może co najwyżej robić dobrą minę do złej gry. Tymczasem kryzys finansowy, który szybko przełożył się na początek zapaści gospodarczej, postawił stare prawo dżungli na głowie. Do takiego wniosku doprowadziła mnie listopadowa relacja CNN z rozmowy pomiędzy szefami Wielkiej Trójki amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego – General Motors, Forda i Chryslera – a przedstawicielami rządu Stanów Zjednoczonych. Całość miała formę przesłuchania przed kamerami. Wymiana zdań dotyczyła środków finansowych, po które udali się do Waszyngtonu prezesi spółek-gigantów na glinianych nogach.
    Precyzując: gliniane nogi dotyczą spółek, bo prezesi nóg do takich eskapad nie używają. Każdy z nich przyleciał z prośbą o publiczne pieniądze prywatnym samolotem. Jak wyliczyli tamtejsi dziennikarze, taki lot kosztuje około 20 000 USD. O jakieś 19 500 USD więcej, niżby wyniósł koszt lotu zwykłym samolotem rejsowym. Na pytanie przedstawiciela rządu, który z panów zamierza wrócić do firmy zwykłym samolotem, padły trzy takie same – to znaczy odmowne – odpowiedzi. Moje przypuszczenia, że „dyrektory” zagrają pod publiczkę, okazały się zupełnie nietrafione. I nic dziwnego, bo amerykański rząd – przynajmniej wiele na to wskazuje – nie da upaść tak istotnym dla całej gospodarki koncernom. W przeciwnym razie, Wielka Trójka mogłaby okazać się motoryzacyjnym Trójkątem Bermudzkim, w którym zniknęłaby pokaźna część elektoratu. A ten jest potrzebny nowej ekipie rządzącej cały, zdrowy i najedzony. Prezesi mocno osłabionych, ale niezatapialnych motokorporacji doskonale o tym wiedzą.   
    W tej sytuacji listkiem figowym zdało się pytanie przedstawiciela administracji dotyczące tego, co szefowie GM, Forda i Chryslera zamierzają zrobić z rządowymi pieniędzmi. Odpowiedź brzmiała: „będziemy produkować samochody ekologiczne i ekonomiczne, bo takie są potrzeby rynku. Wymaga to jednak dodatkowych, znaczących nakładów finansowych na badania i nowe technologie niezbędne do produkcji <<zielonych>> pojazdów. Ich produkcja na obecnych zasadach jest nieopłacalna”. W zasadzie trudno się do czegoś przyczepić, choć zwraca uwagę myśl, że ekoauta nie mogą być tanie, bo… są drogie. Czy zatem drogie, ekologiczne samochody są odpowiedzią na spadek sprzedaży drogich, nieekonomicznych aut? Niech sobie każdy sam odpowie.
    W tej sytuacji logika podpowiada, że powrót dobrej koniunktury nie zależy od dotacji rządowych, ale zmiany sposobu zarządzania niewydolnymi korporacjami. Szefowie muszą zmienić carski sposób myślenia i wziąć się za pracę u podstaw, a związki zawodowe pogodzić z faktem, że wytwarzanie samochodów nie jest dożywotnią usługą gwarantowaną przez konstytucję. Trudno się jednak dziwić żądaniom szeregowych robotników, którzy patrzą na dość swobodne dysponowanie groszem przez prezesów. Niezależnie od decyzji amerykańskiego rządu, przemysł musi przygotować się na ciężkie czasy. Stopień nadchodzących trudności jest, póki co, trudny do oszacowania. Z ankiety przeprowadzonej na portalu www.controlengpolska.com wynika, że blisko 30% naszych czytelników optymistycznie patrzy w przyszłość. Natomiast trochę ponad 60% respodentów uważa, że kryzys finansowy będzie miał negatywne przełożenie na rynek automatyki i sterowania. Skłaniam się ku większości, a długoterminową optymistyczną prognozę wystawiam rynkowi lotów prywatnymi odrzutowcami.  
    Wszystkim Czytelnikom życzę Zdrowych, Rodzinnych i Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia! 
    Tomasz Gołębiowski,
    redaktor naczelny  
    tg@controlengpolska.com