O automatyzacji zakładów przemysłowych w Polsce

W warunkach wolnego rynku, przy niezmienionym poziomie nowoczesności tempo automatyzacji nieustannie maleje – reguła ta wynika z działania konkurencji.
Tempo automatyzacji równe zero (brak nakładów na automatyzację) może mieć miejsce w dwóch przypadkach: jeśli poziom technologiczny jednego z konkurentów jest dużo wyższy niż pozostałych lub poziom wszystkich konkurentów jest porównywalny.
W pierwszym przypadku zerowe tempo występuje u konkurenta mającego przewagę, a w drugim u wszystkich konkurentów. Oba wymienione przypadki są ekstremalne i mogą zdarzyć się jedynie w przypadku zakłóceń w funkcjonowaniu wolnego rynku.
W normalnych warunkach sprawdza się powyższa reguła, z której wynika, że istnieje stała motywacja konkurentów do inwestowania w automatyzację w tempie malejącym w miarę zmniejszania dystansu technologicznego między nimi. Sytuacja taka jest okresowo zakłócana przez skokowy rozwój technologii, powodujący wzrost dystansu między konkurentami, co stwarza konieczność inwestowania w automatyzację w celu zmniejszenia tego dystansu. Taki skok jest korzystny jedynie wtedy, gdy jest wywołany rozwojem rodzimej technologii, w przeciwnym wypadku daje przewagę konkurentom.
Specyfika automatyzacji w Polsce w całej dekadzie lat dziewięćdziesiątych polegała na tym, że realizowano ją opierając się na urządzeniach sprowadzanych z Zachodu w oderwaniu od istniejących struktur automatyki krajowej. W tym okresie nastąpił prawie całkowity upadek zakładów produkujących aparaturę pomiarowo-kontrolną wraz z kompleksem polskiego przemysłu elektronicznego. Bezpośrednim powodem tego upadku był istniejący dystans technologiczny w stosunku do Zachodu, ale równie ważną przyczyną była niepohamowana determinacja zakładów w dążeniu do zwiększenia konkurencyjności za wszelką cenę poprzez szybką automatyzację bez dostatecznej dbałości o rozwój rodzimego zaplecza aparaturowego. Procesu tego nie można było zatrzymać. Scentralizowane w poprzednim okresie struktury branży aparaturowej nie były zdolne dostosować się do warunków rynkowych. Należało jednak dokonać restrukturyzacji chociażby części tego sektora. Zaniechanie jakichkolwiek działań w tym kierunku było błędem, ponieważ utracono potencjał intelektualny dobrze wykształconej kadry inżynierów i zaplecza badawczego.
Potencjał ten będzie trudny do odbudowania w przyszłości ze względu na przerwanie ciągłości pokoleniowej w przekazywaniu doświadczenia zawodowego.
Obecny poziom automatyzacji (nie mylić z automatyką) zakładów przemysłowych w Polsce niewiele odbiega od standardów europejskich. Przyczyniło się do tego opisane wyżej przyspieszenie w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych, dokonane zmiany strukturalne w przemyśle i w dużej mierze inwestycje przemysłowe kapitału zachodniego.
Większość nakładów w zakresie automatyzacji ogranicza się do nowo budowanych linii technologicznych, okresowych remontów lub modernizacji już istniejących obiektów. Z punktu widzenia reguły zmniejszania się tempa inwestycji sytuacja ta świadczy o prawidłowym działaniu mechanizmów rynkowych. Wydaje się, że eksperyment przyspieszania automatyzacji oparający się na obcych technologiach, bez oglądania się na rodzimą automatykę jest ryzykowny. Jednak obiektywna ocena polskiego sposobu automatyzacji będzie możliwa dopiero w przyszłości.
Oby nie spełniło się przysłowie, że mądry Polak po szkodzie.
Zdzisław Sobczak
Autor jest inżynierem elektronikiem z wieloletnią praktyką na stanowisku specjalisty konstruktora: Politechnika Warszawska Wydział Elektroniki, Zakład Aparatury Naukowej UNIPAN, Instytut Geodezji i Kartografii, Instytut Chemii Przemysłowej, Polski Komitet Normalizacji Miar i Jakości PKNMiJ (obecny Główny Urząd Miar). Od 1993 r. właściciel firmy Zakład Aparatury Pomiarowej i Sterującej ZAPiS (www.aseel-zapis.pl) zajmującej się opracowywaniem i wdrażaniem do przemysłu aparatury pomiarowo–sterującej. Osiągnięcia: patenty, wdrożenia, dwie nagrody I-go stopnia „Za Wybitne Osiągnięcia Naukowe i Techniczne”.