Mądry Polak przed szkodą

    Grosz do grosza, a będzie kokosza – jak mówi polskie przysłowie, które już dość dawno temu wyszło z obiegu. Przypomniało mi się ono w związku z niedawnym sympozjum dotyczącym oszczędzania energii w zakładach przemysłowych. Poszczególni prelegenci zapewniali, że dzięki ich metodzie bądź technologii użytkownik zaoszczędzi od kilku do kilkunastu procent energii. Kiedy dodałem do siebie te wszystkie obietnice, uzyskałem ciekawy rezultat: ponad 100% mniejsze wykorzystanie prądu!
    Oczywiście to żart, ale taki z gatunku „pół żartem, pół serio”. Kwoty na rachunkach z zakładu energetycznego rzeczywiście można znacząco obniżyć. Najpierw jednak trzeba zainwestować w audyt energetyczny, odpowiednie technologie, ekologiczne procedury etc. I tu uwaga! Warto dokładnie policzyć, jak długi będzie czas oczekiwania na zwrot z każdej takiej ekoinwestycji. Jeśli tego nie zrobimy, możemy paść ofiarą paradoksu, z jakim mamy do czynienia na rynku energii ze źródeł odnawialnych lub w segmencie „zielonej” motoryzacji.  
    Przykładowo: ekolodzy coraz usilniej promują elektryczne samochody. Tymczasem, jak wynika z wyliczeń American Council for an Energy – Efficient Economy, auta takie, jak Chevrolet Volt, w praktyce będą emitować do atmosfery więcej dwutlenku węgla niż samochody z silnikami spalinowymi. Rosnący problem ma w tym kontekście stanowić także produkcja prądu. Według danych Oak Ridge National Laboratory jeśli w 2030 roku co czwarty samochód w Ameryce będzie ładował akumulatory z gniazdka, potrzeba będzie 160 nowych elektrowni. Ile zanieczyszczeń atmosferycznych pochłonie ich budowa i eksploatacja? Z pewnością więcej, niż chcieliby miłośnicy przyrody. 
    Kontrowersje budzi także opłacalność pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych. Przeciwnicy tego typu metod twierdzą, że koszty wytwarzania – dajmy na to – energii wiatrowej są tak duże, że powstały w ten sposób prąd jest droższy niż pozyskany w konwencjonalny sposób. Dlaczego zatem elektrownie wiatrowe powstają jak grzyby po deszczu? Bo ich budowniczowie otrzymują znaczące dotacje z funduszy państwowych lub unijnych – odpowiadają przeciwnicy „zielonej” energii. Jeśli mają rację, to niedługo ceny prądu mogą znacząco pójść w górę…  
    Niezależnie jednak od tego, w którą stronę pójdzie rynek energii, taniej raczej nie będzie. Jedyną wątpliwość budzi tempo spodziewanych podwyżek. Oszczędzać więc nie tylko warto, ale trzeba. Byle z kalkulatorem w ręku i byle nie dać się złapać na modne hasła. Jak bowiem uczy kolejna ludowa mądrość: pośpiech jest wskazany tylko przy łapaniu pcheł. 
     
     
     Tomasz Gołębiowski
     redaktor naczelny
     tg@controlengpolska.com