Co z tą polską myślą techniczną?

    Miesiąc temu narzekałem, że w konkursie na Produkt Roku 2008 nie wzięły udziału rozwiązania zaprojektowane w naszym kraju przez rodzimych specjalistów. Niedługo po tym otrzymałem pocieszającą informację. Ministerstwo Nauki znalazło ponoć niemałe środki – kilkaset milionów złotych – na subwencje dla naukowców współpracujących z zakładami przemysłowymi. Jak sądzę, powinno to zachęcić wielu studentów i doktorantów do zaangażowania się w ciekawe projekty i produkty, które będą mogły być wykorzystane w realnych aplikacjach przemysłowych.
    Ministerialna inicjatywa, o ile będzie dobrze przeprowadzona i kontynuowana w kolejnych latach, może wreszcie doprowadzi do przełomu we współpracy pomiędzy nauką i przemysłem. Tym bardziej, że usługi młodych (i niemłodych) zdolnych z uczelni mogą być odpowiedzią na wyzwania, jakie stoją przed zakładami przemysłowymi w czasie kryzysu. Jeśli za nieduże pieniądze można będzie zlecić zespołowi ambitnych osób projekt obniżenia kosztów produkcji, chętni się znajdą.  

    Oczywiście pieniądze, w charakterze marchewki, to dobry pomysł. Wydaje się jednak, że należałoby pójść jeszcze dalej. Wyobraźmy sobie sytuację, w której praca magisterska lub doktorska jest odrzucona nie ze względu na słabą jakość, ale… bezużyteczność z punktu widzenia zakładu przemysłowego. W krajach skandynawskich prace dyplomowe z założenia powinny być użyteczne dla lokalnego samorządu lub małych i średnich firm. W przeciwnym razie idą do kosza. Dlaczego nie w Polsce?  

    Do tego, że nasze uczelnie potrafią stanąć na wysokości zadania, nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Problem stanowi głównie brak wypracowanych schematów działania, wyrobionych kontaktów pomiędzy nauką i przemysłem, oderwanie pewnych dziedzin kształcenia od realiów rynkowych. Kiedy jednak pojawi się ktoś zdeterminowany do współdziałania, efekty bywają rewelacyjne. Jednym z najlepszych przykładów są łopatki turbin do silników wykorzystywanych w samolotach Embraer. Produkcję łopatek zlecili polskim zakładom WSK Rzeszów menadżerowie General Electric. Zadanie nie było łatwe. Łopatki wymagają niezwykłej precyzji wykonania ze względu na bardzo odpowiedzialną funkcję. Okazało się, że doświadczenie WSK było niewystarczające. Kierownictwo firmy nie poddało się jednak i zwróciło o pomoc do specjalistów z dwóch politechnik: Warszawskiej i Śląskiej. Dzięki testom i zaleceniom naukowców łopatki zostały uznane przez GE za wzorcowe.   

    Co ciekawe, sprawy w swoje ręce zaczynają brać też sami studenci. W końcu ubiegłego roku na Politechnice Warszawskiej zawiązało się Koło Naukowe Konstruktor, które ma na celu nawiązanie relacji z firmami przemysłowymi. Takich „oddolnych” inicjatyw jest na szczęście coraz więcej.

    Podczas targów Automaticon 2009 zorganizowaliśmy debatę dotyczącą współpracy nauki i przemysłu. Chcieliśmy wnieść choć niewielki wkład w promocję polskiej myśli technicznej. Myśli, która – miejmy nadzieję – zaczyna się budzić z wieloletniego snu.
    Tomasz Gołębiowski
    redaktor naczelny
    tg@controlengpolska.com