Automatyka receptą na sukces?

    Jak podaje prasa w Polsce obserwuje się dość zaskakujące zjawisko – z jednej strony rośnie zatrudnienie, a z drugiej – stopa bezrobocia. Wyraźnie więc widać, że zwiększa się liczba miejsc pracy, ale z drugiej strony – maleje liczba ludzi aktywnych zawodowo. Od roku stopa bezrobocia rośnie o osiągnęła w październiku 2009 r. poziom 11,2%. Natomiast liczba osób pracujących jest rekordowa od 1990 r. i wynosi ponad 16 mln. Tak więc mimo wzrastającej wydajności pracowników (osiągniętej m.in. przez mechanizację i automatyzację) wciąż coraz więcej osób znajduje zatrudnienie.
    Przypomina mi się w tym miejscu sytuacja z końca lat 80. I początku lat 90. Wtedy to w Polsce zaczęto wprowadzać komputeryzację na niespotykaną wcześniej skalę, m.in. dzięki pojawieniu się komputerów osobistych oraz poluzowaniu ograniczeń COCOM (Coordinating Committee for Multilateral Export Controls – Komitet Koordynacyjny Wielostronnej Kontroli Eksportu mający za zadanie kontrolę eksportu nowoczesnych technologii mogących mieć zastosowanie militarne do krajów bloku wschodniego). Wprowadzanie masowej komputeryzacji zaczęło rodzić obawy, że ludzie będą zastępowani przez maszyny. Mit ten podsycały amerykańskie filmy, w których operator wpisywał dowolną treść do komputera i od razu otrzymywał komplet precyzyjnych informacji na zadany temat. Okazało się jednak, że sama informatyka wymaga zatrudnienia kolejnych osób w firmie (choć już o innych kwalifikacjach),a zwiększona wydajność kontrolowanego za pomocą komputerów procesu produkcyjnego pozwala na zmniejszenie kosztów i tym samym – zwiększenie produkcji wymagające nierzadko zatrudnienie kolejnych osób.
    Dziś w podobny sposób „pod strzechy” zaczyna trafiać automatyka przemysłowa. Firmy zajmujące się projektowaniem automatyki przemysłowej otrzymują zlecenia od coraz mniejszych firm. Jest to trend naturalny – wśród dużych przedsiębiorstw automatyzacja, podobnie jak kiedyś komputeryzacja – jest sprawą oczywistą. Takie upowszechnienie nowoczesnych technik produkcyjnych niesie ze sobą z jednej strony ograniczenie liczby miejsc pracy bezpośrednio na produkcji, a z drugiej – zwiększenie liczby zatrudnionych w działach/firmach serwisowych oraz przedsiębiorstwach produkujących na potrzeby automatyki.
    Nowoczesna firma nie musi zatrudniać już setek i tysięcy ludzi. Aby się o tym przekonać wystarczy zajrzeć na nasze strony poświęcone nowym informacjom z rynku – otwierają się kolejne firmy produkcyjne w naszych specjalnych strefach ekonomicznych, nierzadko inwestycje te są warte miliony złotych, a przedsiębiorstwo zatrudni tylko… kilkadziesiąt osób. Dlaczego? Bo większość prac wykonają automaty. Tylko w ten sposób można utrzymać się na mocno konkurencyjnym rynku, a automatyka per saldo to niższe koszty produkcji w perspektywie często niewiele dłuższej niż rok.
    Może się więc okazać, że tak jak 20 lat temu informatyzacja, tak dziś automatyzacja może być motorem napędowym rozwijającej się gospodarki. Wygrają na tym wszyscy: konsumenci – bo dostaną tańszy i lepszy towar, firmy produkcyjne oraz dostawcy automatyki i przedsiębiorstwa usługowe  – bo zwiększą zyski. 
     
     Tomasz Kurzacz
     redaktor naczelny
     tk@controlengpolska.com